Drugie drzwi na lewo

Tytuł zastępczy

Ilość uczestników gry:

scenariusz do 12 osób

WPROWADZENIE

 

Lublin, marzec 1932


„To miasto, które ma wiele twarzy; pełno w nim wesołych knajp, kin i teatrów, ale też melin i spelunek dla niepoznaki nazywanych herbaciarniami”

                                 Marcin Wroński o Lublinie dwudziestolecia.

 

Nieznacznie na uboczu, jest taka uliczka, dość wąska, zarazem malownicza... Żmigód, bo o tę uroczą aleję się rozchodzi, biegnie od Bernardyńskiej w górę, aż po Pałac Wrońckich. To okolica najsampierw bogatych i wykształconych,  w mniejszej zaś części zasiedlona przez uboższych. Spotkasz tu, z tej przyczyny, nauczyciela, sędziego czy rabina... W przyziemiach kamieniczek urzędują bardziej pospolici właściciele niewielkich punktów usługowych; stąd co rano, nieśmiałym „dzień dobry” przywita cię lokalny fotograf, praczka czy drukarz, a drukarni doliczysz się na Żmigrodzie, bez mała, kilku!

Panuje tu iście rodzinna atmosfera, co stanowi osobliwość w tych czasach; z tego zresztą słynie ten malowniczy trakt ku katedrze. Skryci w niewielkich garsonierach skromni autochtoni, czy zamieszkujący 150-o metrowe apartamanta uczeni, chętnie przysiądą na wspólny posiłek, na podwórku! Sąsiedzkie relacje, pogawędki przy fajce, spotkania w hebaciarniach – także tymi niewymyślnymi rozrywkami żyje społeczność Żmigodu od dobrych paru lat.

Zima ma się ku końcowi. Słońce coraz śmielej wita mieszkańców i wszyscy z rozradowaniem wypartują wiosny...

Tymczasem, przed dwoma dniami, przy Żmigród 7, dokładnie 23 marca roku pańskiego 1932, w lokalu na pierwszym piętrze, z życiem pożegnał się doktor biologii, Arnold Szycki. Z nagła padł na szezlong w swym gabinecie, tracąc ostatni oddech, gdy morfina, dla innych lekiem, dla niego jednak przekleństwem, w jego wątłych żyłach zaczęła krążyć...

Już Zygmunt Maciejewski, komisarz policji państwowej, stanowsiko swe piastujący w miejskim komisariacie nr 2,  główkuje i zaistniałe fakty na czynniki pierwsze rozkłada.

Morderstwo? Jego złamany nos, mimo iż w niedyspozycji, nigdy go nie zawodzi. Czas zbadać sprawę!

A i ściany w kamienicy, jak zazwyczaj, musiały mieć uszy! Ktoś zapewne coś słyszał, coś widział...